
Współczesne conditio humana
Noreena Hertz w swojej bestsellerowej książce Stulecie samotnych argumentuje, że samotność w dzisiejszych czasach przyjęła bezprecedensowe rozmiary, przy czym rozumie ją jako
Pragnienie bliskości z innymi, […] zawiera się w niej także potrzeba, aby ktoś nas usłyszał, dostrzegł, zadbał o nas, żebyśmy coś znaczyli, byli traktowani sprawiedliwie, życzliwie z szacunkiem
(Hertz Stulecie samotnych 2020)
W tym rozpoznaniu jest zawarte głębokie rozczarowanie jakością relacji jakie budujemy z innymi, są jak źle skomponowana dieta, nie zaspakajają głodu interakcyjnego. A jednocześnie wiele badań wskazuje na to, że kluczowe dla ludzkiego dobrostanu są satysfakcjonujące kontakty społeczne (Jackson, T. (2015). Dobrobyt bez wzrostu).
Jak się wydaje, w naszej obecnej sytuacji jest pewien paradoks, nigdy wcześniej nie mieliśmy tak zaawansowanych narzędzi do budowania kontaktów społecznych, oczywiście mowa o cyfrowych technologiach komunikacyjnych z całym potencjałem platform społecznościowych, które z założenia miały nas zbliżać, lecz jednocześnie wypracowane wokół tego zaplecza technicznego protokoły zachowań komunikacyjnych postawiły nas w sytuacji egzystencjalnej, którą roboczo możemy nazwać zaludnioną samotnością. Jest to takie modi naszej egzystencji, w którym jesteśmy zwieszeni pomiędzy dogłębnym przeżywaniem poczucia samotności a stałą zapośredniczoną obecnością innych.
Nie pierwszy raz w naszej historii próbujemy zrozumieć czym jest samotność. Doświadczenie to w filozofii doczekało się szeregu opracowań, zazwyczaj rozpatruje się je w dwóch aspektach, na przykład u Karla Jaspera czy u Emanuela Levinasa ma charakter pozytywny, stanowi warunek bycia sobą, konstytutywny element bycia w ogóle, także warunek zbliżania się do prawdy. Tę zbawczą moc samotności Jaspers oddaje w bardzo sugestywnym opisie:
zdobywam swój własny byt, piszę, w absolutnej samotności, gdzie wobec problematyczności tego, co zachodzi w świecie, wobec tego, że wszystko, także mój byt empiryczny – pogrąża się w otchłani, stoję przecież przed sobą poza światem w taki sposób, jak gdybym był bezpieczną wyspą na oceanie, z której spoglądam na świat bez celu, niby w jakąś falującą atmosferę, gubiącą się w bezkresach. Nic nie obchodzi mnie autentycznie, ale wszystko oglądam, przy świadomości mojej wiedzy, która jest pewnym oparciem
(Rudziński, Jaspers: 1978)
Ale samotność można postrzegano także negatywnie, tak jak u myślicieli pokroju Tomasza Hobbesa, Jana Jakuba Rousseau czy Karola Marksa, których zdaniem samotność jest formą alienacji społecznej, będącej efektem gry
sprzecznych interesów indywidualnych, i ludzie, aby współżyć, muszą «się wzajemnie rugować, oszukiwać, zdradzać, niszczyć».[…] „Sprzeczność interesów powoduje, że «nikt nie chce dobra publicznego, jeśli nie zgadza się z jego własnym», choć «wszyscy udają, że pragną poświęcić interesy własne dla publicznych»
(Baczko, Rousseau. Samotność i wspólnota: 2009)
Jak widać samotność może nas przybliżać do zrozumienia siebie i świata, może nas także wyniszczać ze względu na doskwierający brak zaspokojenia potrzeb afiliacyjnych. Ale w tej nowej formy samotności jest jeszcze coś dodatkowego, o jej specyfice przesądzają dwie cechy typowe dla sytuacji komunikacyjnej zapośredniczonej przez cyfrowe technologie komunikacyjne. Chodzi o fizyczny sposób w jaki używa się urządzeń dla niej typowych oraz niejednoznaczny charakter obecności, jakiego się doświadcza podczas jej użytkowania.
Wszystkie urządzenia wykorzystywane w komunikacji zapośredniczonej cyfrowo mają zindywidualizowany charakter, który umieszcza jego użytkownika w świecie telepatycznym, (Levinson, Nowe media, 2006) z technicznie możliwym stałym dostępem do innych, ze stałym dostępem do wiedzy, ale przez to jednostki same stają się stale dostępne. To powoduje, że środowisko życia nasyca się społecznie (Gergen, Nasycone Ja, 2009). Techniczna możliwość bycia w stałym kontakcie, nie jest neutralna, prowokuje do ciągłego stymulowania siebie społecznymi, poznawczymi, itp. bodźcami.
Interaktywny charakter sieci, daje nam narzędzia o niezwykłym potencjale, które służą znajdywaniu informacji, wyrażaniu nas samych oraz utrzymywaniu kontaktów z innymi ludźmi. Jednocześnie zmienia nas w szczury laboratoryjne, które ciągle naciskają jakieś dźwignie, aby dostać drobne granulki społecznego bądź intelektualnego pożywienia
(Carr, Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg 2010)
Skoro możemy być w kontakcie, chcemy być w kontakcie i jesteśmy w kontakcie, a to oducza nas praktyk konstruktywnego czerpania z samotności, bo de facto nigdy nie jesteśmy sami.
Z kolei nasze kontakty społeczne są zapośredniczone, ale jednocześnie mogą odbywać się w rzeczywistym czasie, tak jak kontakt bezpośredni. Niejednoznaczny pozostaje także rodzaj współuczestnictwa, dzięki interaktywności kontakt może być synchroniczny, tak jak to ma miejsce w komunikacji bezpośredniej, ale cyfrowe technologie komunikacyjne mają w sobie potencjał komunikacji „nieobecnych z nieobecnymi”. Mamy zatem z jednej strony do czynienia z sugestywną symulacją fizycznej obecności, dzięki multizmysłowemu charakterowi oraz synchroniczności kontaktu, ale z drugiej strony, wciąż pozostaje to kontakt zapośredniczony, bo fizycznie jesteśmy sami.
W takim sensie zaludniona samotność jest stanem liminalnym, jest byciem pomiędzy, byciem z samym sobą, a byciem z innymi. Ten rozdaj bycia może być źródłem wsparcia psychicznego dla wszystkich, dla których fizyczna samotność staje się nieznośna, lub kiedy potrzebujemy anonimowej obecności drugiego człowieka lub też kiedy fizyczność staje się balastem, bo pomaga zaludnić nasze bycie. Ale świadomość i praktykowanie stałej dostępności zabiera przestrzeń uwagi dla nas samych, z której często sami rezygnujemy, roztapiając się w tłumie, a czasami inni zaludniają ją nam w imię technicznej możliwości.
Stała obecność innych wyłącza nas z kontaktu z samym sobą, dzięki któremu budujemy swoją tożsamość, dochodzimy do rozumienia, co ma dla nas wartość, w czym dostrzegamy sens. Dlatego warto pamiętać, że stany liminalne, takie jak zaludzniona samotność stają się egzystencjalnie znaczące, kiedy stwarzają nowy potencjał działania, myślenia. Podobnie jest z zaludnioną samotnością, kiedy jest tylko jednym z wielu odcieni naszego bycia poszerza je o nowy rodzaj doświadczenia i jako taka wzbogaca nas, lecz kiedy zaczyna dominować wyniszcza nas swoją nieokreślonością, bo jesteśmy sami czy z kimś?
Grażyna Osika